sobota, 12 października 2013

Cichy turkot starego czajnika 011#

Kiedy przyszedłem na świat wszystko wydawało się takie nierealne, nierzeczywiste...
mówili o tym rzadka choroba, anomalia mózgu...
 troszczyli się...
 podchodzili z szacunkiem...
 jednak nigdy nie rozumiałem, co złego jest w tym że traktuje życie jak sen...

U chińczyka koło pasażu Wars i Sawa siedziało tylko trzy osoby... Klientela była skąpa i chińczyk nie miał zbyt dużo roboty. Ob czasu do czasu nawiązywał konwersacje z klientami. Do baru weszła drobna i zgrabna postać, stanęła przy barze i podała chińczykowi złożoną na cztery kartkę z zeszytu. Po około godzinie chińczyk zdarzył zrobić dwudziesto - pięciu elementowe zamówienie i wręczył je drobnej osobie...
Kiedy wyszła, do baru wparował kumpel chińczyka.
-To ona od ciebie wyszła?
-Dzięki takim jak ona ten bar jeszcze stoi, w głowę zachodzę co taka mała osoba może robić z taką ilością jedzenia?
-Daje je psom. Zażartował kumpel. Chińczyk zmarszczył czoło
-Zgłupiałeś. Psy nie są tak naiwne aby jeść swoich.
-Uuu racja... są na tyle głodne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz