środa, 20 listopada 2013

Szara codzienność Stalkera. 023#

Stalker to człowiek unikalny... o tyle w dzisiejszym świecie o ile w książkach napisanych o nim. To rodzaj zbieracza informacji... jednego dnia śpi na dworcu, drugiego zakłada firmę... być Stalkerem to unikalny zawód do którego trzeba się urodzić...


-Oho, grusza ładnie uschła... na fioletowo. Mówię do siebie... trudno nie mówić bo rzadko nie jesteś sam. Cała ta przepełniona ludźmi Warszawa to jak miasto zombie. Odseparowani, wyindywidualizowani sprawcy własnego świata na rzecz unikania społeczności której zębami domagają się być częścią. Chociaż pewnie to przesada. Każdy ostatecznie jest tylko sobą i nie można tu mówić o skrupulatanie uknutej i tajemnie wprowadzonej manipulacji. To wyjątkowo narcystyczny podląd dla każdego kto to czyta, gdyż od razu wmawia sobie że on jest tym wybranym pośród szarości aby móc poznać prawdę na rzecz całego tramwaju podobnie myślących osób które nie umieją sobie poradzić z własnymi problemami przelwając to akwarium stresu na rozwiązanie problemow innych...

Gdzie w tym wszystkim miłośc. Zaiste legendarne to uczucie jakże mityczne i wzbudzające tęcze uczuć od trwogi aż po negliż. Ja dalej jestem sam. z wyboru... z zawodu... to w sumie ma swoje zalety. Jako żul morzesz każdemu spojrzeć prosto w oczy wiedząć że ów wielce posiadający o sobie mniemanie szlachcic będzie się bał go odwzajemnić lub obroni sie żydowskim chamstwem próbując zanegować prawdziwość twojego wzroku brakiem statusu społecznego, pieniężnego, lub czymkolwiek innym za co masz prawo uważać się za lepszego. Siedze na przystanku autobusowym Dworca Centralnego...

Rozmyślam..

Bo czym więcej jest życie niż tą ciepłą zupą którą dostaniesz co środe podczas spotkań kościoła ulicznego. Lub ta strawą ciepłą i pachnącą którą zjesz co wieczór w podziemnej knajpce. Życie od zupy do zupy... bo trzeba coś jeść. Dzień za dniem mija jak chmury nieustannie całą dobe na niebie i tuż przychodzi zima jesień wiosna i kolejny rok mija..

A tu wielce nie myśląc o roku dziś jest wyjątkowo zimno... szczególnie koło lasu... mgła jak dywan popielaty rozrzedza kształty, olśniewa jasnością lamp.

Jestem sam i nie wstydze się tego. Czy na prawde potrzebuję tych pieniędzy by kupić sobie bycie kimś lepszym? Czy bez względu na status majątkowy nie będzie tak że za sto lat nikt już o mnie nie wspomni? Czy kobieta przychodzi wraz ze sportowym samochodem i mieszkaniem wykończonym pod klucz? Nie potrzebuję tego. Nie musze żyć w żydowskim systemie wartości i ze względu na moją pogarde dla tego systemu nie zapisze go nigdy z wielkiej litery.

Jest wiele osób które mnie kocha... co miesiąc gdy oddaje gruby zeszyt notatek są mili, wyrozumiali, dziękują za moją pracę żartują ze mną i zawsze powtarzają że jestem solą ich efektów. Pokazują mi kawiarenkę internetową tam pokazują moje konto i dają kartę. Naprawde nie potrzebuję pieniędzy. Mam gruba kurtkę i nie zmarznę w nocy, wiem gdzie przyjść aby zawsze dostać coś do jedzenia.  notuje każdy mój dzień i gdy jest mi smutno czytam swoje notatki dla pocieszenia. Moje życie płynie tak jak tych szczurów którzy dążą, ścigają się, trącają i pędzą aby po latach dojrzeć do mojego stanu.

Więc ciesze się wszystkim... tak jak tym słonecznym dniem... dziś przypadł mój dzień na las kabacki... przechadzałem się wśrod drzew. Zawsze u wejściu do lasu biorę swój kij zza płotu metra i przechadzając się pośród alei myślę sobie że wyglądam jak jakiś czarodziej z bajek dla dzieci. Lecz tego dnia ktoś wziął moj kij. Włożyłem więc ręce w kieszenie i zacząlem iść w bezlistne głębiny. Tego samego dnia usłyszałem strzał, jeden kilka minut po drugim, znalazłem trupa, choć zbyt płytko dychał jak nań, więc go zaciągnąłem. Najpierw na wózek a potem do tawerny. Odebrali mi go tam mówiąc żę się nim zajmą. Wyglądał jakby pracował w urzędzie... chociaż miał długi szary płaszcz jak u detektywów za starych czasów.. miałem wrażenie że gdzieś go widziałem....

Gdy wyszedłem na ziemi panował juz mrok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz