To jakbym miał jakiś wyższy cel który odtrąca wszystkie inne... jakbym nie musiał zważać na ból i cierpienie tylko dlatego że są mniej ważne.... urocza ignorancja...
-Czterdzieści sześć... Czterdzieści dziewięć... Starczy. Dobrze, bardzo dobrze, jednak musisz pamiętać że to co możesz spotkać nie będzie patrzyło na to że robisz idealnie 50 pompek. Wyrzekł ze zniechęceniem Death.
-Tak jest sir.
-Czemu dziś nie prowadzi Tren? Ozwał się młodszy porucznik. Death spojrzał na niego jednym okiem po czym podszedł do narzędziownia.
-Nie mógł spać dziś w nocy...
-No widzę że jakiś taki przytulony do kolumny. Tren rzeczywiście siedział w plafonie śmierci ze zwieszoną głowa opierając się o kolumnę.
Plafon Śmierci... Warszawa to fascynujące miasto... fascynujące jednak najbardziej są kanały. Ktoś kto budował metro musiał wiele zainwestować w tak interesującą i rozległą podziemną infrastrukturę. Jak na XIX wiek nawet niektórzy członkowie Dretheren'u nie znali ich całkowicie. Pokój zbudowany do góry nogami... pokój bez oświetlenia... idealnie nadający się do walk w całkowitej ciemności. Kiedyś Tren skonstatował że plafon zrobiony jest z kamienia w stylu rokokowym. Jednak potem dostrzegł tam elementy klasycyzmu. Nadał temu bez wątpienia rangę pomieszczenia gdzie spotykała się XVIII masoneria z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim na czele. Nastąpił rozbiór, o pokoju zapomniano lub wszyscy którzy o nim znali zginęli. Plafon Śmierci znajdował się w ósmym piętrze strych kanałów pod łazienkami królewskimi. Tylko tu zachowały się całkowicie inskrypcje powstańców Warszawskich z okresu II wojny światowej.
-Kto dziś chce mnie uderzyć? Death rozejrzał się po sali w poszukiwaniu chętnego. Jeden z pięciorga trenujących zszedł z barierki do podciągania i podszedł do Death'a.
-Spotkałem dzisiaj ohydę, musze być silniejszy, rozumie kapitan.
-Patrząc na ciebie potrzebujesz większej zwinności, uderz mnie. Padł pierwszy cios, drugi, trzeci. Cała filozofia jest w skupieniu na piłce. to jak gra w ping - ponga. Tylko gdy skupisz się całkowicie na miejscu znajdowania piłki możesz ją lepiej odbić. Death obronił cios w skroń. uskoczył przed półobrotem i odbił się od kolumny. znalazł się w powietrzu nad kamratem i skierował się by go wyminąć. Został złapany za kostkę. Przeciążył przeciwnika i powalił go na ziemię.
-Jak to? Jesteś ode mnie lżejszy. Death nie skomentował tego i przeszedł do ofensywy. Kamrat bronić się musiał przed serią wytrawnych kopnięć w okolice podbrzusza. Death nie odpuszczał póki ten nie chwycił jego nogi, podrzucił go, złapał za kostki po czym przyrżnął o kolumnę. Ozwał się głuchy huk i jakby dźwięk pękających kości. Krew trysnęła na kamień. Death podniósł się i zmierzył Kamrata okiem.
-Nadajesz się. Chwila osłupienia. Wszyscy, nawet Tren spojrzeli na idącego do apteczki Death'a któremu widocznie nie przeszkadzało że jego głowa przywaliła z zamaszysta prędkością o kamienną kolumnę Trening trwał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz