środa, 9 października 2013

Trening 003#

...czy zadaje sobie pytanie co czuje gdy cierpię? Gdy czuję się obrażany. Moja duma powinna cierpieć jednak jestem spokojny... cierpliwy...

To jakbym miał jakiś wyższy cel który odtrąca wszystkie inne... jakbym nie musiał zważać na ból i cierpienie tylko dlatego że są mniej ważne.... urocza ignorancja...

 

-Czterdzieści sześć... Czterdzieści dziewięć... Starczy. Dobrze, bardzo dobrze, jednak musisz pamiętać że to co możesz spotkać nie będzie patrzyło na to że robisz idealnie 50 pompek. Wyrzekł ze zniechęceniem Death.
-Tak jest sir.
-Czemu dziś nie prowadzi Tren? Ozwał się młodszy porucznik. Death spojrzał na niego jednym okiem po czym podszedł do narzędziownia.
-Nie mógł spać dziś w nocy...
-No widzę że jakiś taki przytulony do kolumny. Tren rzeczywiście siedział w plafonie śmierci ze zwieszoną głowa opierając się o kolumnę.

Plafon Śmierci... Warszawa to fascynujące miasto... fascynujące jednak najbardziej są kanały. Ktoś kto budował metro musiał wiele zainwestować w tak interesującą i rozległą podziemną infrastrukturę. Jak na XIX wiek nawet niektórzy członkowie Dretheren'u nie znali ich całkowicie. Pokój zbudowany do góry nogami... pokój bez oświetlenia... idealnie nadający się do walk w całkowitej ciemności. Kiedyś Tren skonstatował że plafon zrobiony jest z kamienia w stylu rokokowym. Jednak potem dostrzegł tam elementy klasycyzmu. Nadał temu bez wątpienia rangę pomieszczenia gdzie spotykała się XVIII masoneria z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim na czele. Nastąpił rozbiór, o pokoju zapomniano lub wszyscy którzy o nim znali zginęli. Plafon Śmierci znajdował się w ósmym piętrze strych kanałów pod łazienkami królewskimi. Tylko tu zachowały się całkowicie inskrypcje powstańców Warszawskich z okresu II wojny światowej.

-Kto dziś chce mnie uderzyć? Death rozejrzał się po sali w poszukiwaniu chętnego. Jeden z pięciorga trenujących zszedł z barierki do podciągania i podszedł do Death'a.
-Spotkałem dzisiaj ohydę, musze być silniejszy, rozumie kapitan.
-Patrząc na ciebie potrzebujesz większej zwinności, uderz mnie. Padł pierwszy cios, drugi, trzeci. Cała filozofia jest w skupieniu na piłce. to jak gra w ping - ponga. Tylko gdy skupisz się całkowicie na miejscu znajdowania piłki możesz ją lepiej odbić. Death obronił cios w skroń. uskoczył przed półobrotem i odbił się od kolumny. znalazł się w powietrzu nad kamratem i skierował się by go wyminąć. Został złapany za kostkę. Przeciążył przeciwnika i powalił go na ziemię.
-Jak to? Jesteś ode mnie lżejszy. Death nie skomentował tego i przeszedł do ofensywy. Kamrat bronić się musiał przed serią wytrawnych kopnięć w okolice podbrzusza. Death nie odpuszczał póki ten nie chwycił jego nogi, podrzucił go, złapał za kostki po czym przyrżnął o kolumnę. Ozwał się głuchy huk i jakby dźwięk pękających kości. Krew trysnęła na kamień. Death podniósł się i zmierzył Kamrata okiem.
-Nadajesz się. Chwila osłupienia. Wszyscy, nawet Tren spojrzeli na idącego do apteczki Death'a któremu widocznie nie przeszkadzało że jego głowa przywaliła z zamaszysta prędkością o kamienną kolumnę Trening trwał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz