środa, 9 października 2013

Strzelnica 005#



-Ja ciebie wcale nie traktuje jak próżne mięsiwo... wiesz Death?...
-Zawsze to wiedziałem...

-To bractwo... my... jesteś wszystkim co mam...
-Mimo iż jest za ciężko na łzy, miło to czasem od ciebie słyszeć...

Przy Żwirki i Wigury była dziura przez którą wpadało światło latarni do kanałowego pokoju w którym ktoś pobił dziesiątki szkieł i luster, stamtąd światło trafiało do kanału 002763# który miał ortalionowe ściany i nie ciekły w nim ścieki, pod tym kanałem, w głąb pięter była strzelnica, do której jakimś nie wyjaśnionym fizycznym cudem trafiało to światło Przez kratę, na drewnianą posadzkę, na cały tor trzydziestu metrów między stołami a ścianą.

Death i Tren siedzieli w równej odległości od siebie. Tren spał, Death rzucał do tarczy. W taką czarna noc jak ta w kanałach zawsze panowała cisza.
Na wsi bynajmniej jest to koszmar. Gdy mimo nocy świat zasłonią chmury. nie ma światła nie ma blasku księżyca, całkowita ciemność. Death wyciągnął z kieszeni notatnik. Musiał zapisywać w nim kreski aby nie stracić rachuby dni. Robił w nim też grafiki.. gdy był całkowicie sam... gdy miał pewne poczucie powinności. Było to okropne lecz prawdziwe. Miał przeczucie że jest skazany na śmierć... że chociażby pokazał się w centrum nie pokazali by go nigdzie, nikt by nie mógł o nim usłyszeć. To kontrolowane społeczeństwo nie może otworzyć oczu, to byłoby zbyt piękne..
Wszystko zaczęło się od pierwszego Banku... wszystko zaczęło się o ślepej wiary w ludzi... plebejska ohyda. Kończył czaszkę gdy podniósł się Tren.
-Juz pełnia?
-Dziś są chmury.. nie wiem.
-Masz nowy tłumik?
-Dziś mi dostarczyli. Tren uśmiechnął się i zaczął grzebać w torbie... strzelnica była gotowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz